Dziś wołało do mnie okno…
To chyba niezbyt zachęcająca myśl, czy przetkane przez usta słowa…
Szklane okiennice spoglądały na mnie kusząco…
Uśmiechały się do mnie…
A gdy wyjrzałam przez nie na świat zza szyby…
Zachłysnęłam się tym pięknem śniegu…
Czyż nie jest wspaniała ta biel, te drobinki oszronionego parapetu mieniące się jak diamenty..
Powinniśmy dostrzegać drobiazgi i się nimi cieszyć…
Tak po prosty…
Bez żadnych przemyśleń…
Bo są takie chwile, takie drobnostki w życiu, którymi się powinniśmy cieszyć jak dzieci…
Gdy jesteśmy dorośli pozwalamy pochłonąć się rzeczom, które nie dają nam tej chwilowej satysfakcji, przyziemnym sprawom odpowiedzialnego człowieka.
Czyż to nie jest nudne…
Takie powierzchowne…
Czy bycie dorosłym i odpowiedzialnym wyklucza z cieszenia się drobnostkami?
Często chcę powrotu do lat dziecięcych…
Wtedy wszystko było takie łatwe, bardziej białe lub czarne, a nie szare…
Nie zapominałam o zachwycaniu się śniegiem, drobnymi gestami czy śpiewem ptaków o poranku…
Chłonęłam to wszystko, pragnęłam więcej…
Teraz też pragnę…
Chwili ulotnych…
Chcę spojrzeć na świat i widzieć niedostrzegalne…
Chcę się cieszyć tym, czego ludzie nie dostrzegają, bo gonią zbyt szybko za dorosłością, zapominając, że gdzieś tam nadal jest w nich dziecko…
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz